Duch świąt utknął w korku...




Katarzyna Targosz

Duch świąt utknął w korku


Jakie skojarzenia przychodzą nam do głowy, gdy myślimy „święta”?

Trzeba kupić prezenty! Antoś chciał wóz strażacki, a dziadek Zbigniew wodę kolońską! Gdzie ja ją kupię, już jej chyba nie produkują?! Może wezmę mu tę droższą, ale wtedy nie starczy mi pieniędzy na prezent dla ciotki Ludmiły! A uszka? Robić czy zamawiać?! Ryba! Trzeba pamiętać, żeby pojechać po rybę! Rany! Biały obrus gdzieś zaginął! Dopisujemy do listy: kupić biały obrus! I lampki! I stroik. I wino. I serwetki. I…

STOP!

Często słyszymy głosy, że nie o to w tym wszystkim chodzi. Nie taki jest sławny duch świąt Bożego Narodzenia. Słyszymy, kiwamy zgodnie głowami i… pędzimy do marketu po kolejne absolutnie niezbędne smakołyki i świecidełka. Narzekamy w korkach i kolejkach, walczymy o najpiękniejszą choinkę (o, nie! Ten wstrętny typ właśnie zwinął nam sprzed nosa upatrzony srebrny świerk!), ścigamy się z rodziną o to, kto bardziej wystawnie, bardziej elegancko, bardziej bogato… A potem święta mijają. Zostaje niestrawność, zgaga i debet na koncie. Przysmaki zjedzone, świerk smutnie zwiesza oklapłe gałęzie, a prezenty cieszyły tylko przy zrywaniu błyszczących papierów. Myślimy: dobrze, że już po wszystkim, można wrócić do normalnego życia.

A może nadszedł czas by to zmienić? Nie jutro, nie za rok, TERAZ!

Piszę ze szczytu góry, skąd widać więcej. Piszę ze szczytu góry, skąd można nabrać dystansu, bo wszystko, co widzę za oknami jest odległe i malutkie. Na pierwszym planie stoi dumna sylwetka kościoła, przypominając mi o sprawach bardziej wzniosłych i o prawdziwym wymiarze świąt.

Bez względu na to w co wierzycie, są wartości uniwersalne, nieprzemijające, będące istotą naszego człowieczeństwa – takie, jak: rodzina, tradycja, praca własnych rąk.
I czy te wartości nie powinny być także istotą świąt?

RODZINA

Ta, dla której na co dzień, jakże często, nie mamy czasu. Kupujemy dzieciom drogie, lśniące zabawki tylko po to, by uspokoić własne sumienia. Bo znowu zostaliśmy dłużej w pracy, bo nie zdążyliśmy na szkolne przedstawienie, bo nie było nas obok, kiedy tego potrzebowały. Kupujemy rodzicom (lub dziadkom) niepotrzebne sprzęty i urządzenia, łudząc się, że to zrekompensuje im brak naszej bliskości i troski.

Niechaj te święta będą okazją do odkrycia własnej rodziny na nowo! Tak – odkrycia! Kiedy ostatnio tak naprawdę słuchaliście swoich bliskich? Ciotka Ludmiła narzeka na korzonki. Myślicie – „Ta znowu swoje…”. Ale nadstawcie ucha, podarujcie jej swój czas i wysłuchajcie, zamiast wręczać kolejny toster czy ekspres do kawy.

Mówicie teraz – „Przecież spędzamy święta z rodziną!”? Ale jak je spędzacie? Przy suto zastawionym stole i włączonym tuż obok telewizorze? Jakże miły jest ten szum, prawda?

Możemy komentować w co ubrana jest prezenterka, kto fałszuje przy śpiewaniu kolęd i ile reklam znalazło się w świątecznym bloku reklamowym. Jesteśmy bezpieczni. Nie musimy słuchać siebie nawzajem. Nie musimy nic z siebie dawać. A ja proponuję – wyjdźmy! Wyjdźmy jeden do drugiego. Wyjdźmy z inicjatywą, z zainteresowaniem, z życzliwością i troską. A także wyjdźmy z domów!

Gdy święta są białe, oferuje to mnóstwo możliwości wspólnych zabaw z dziećmi i szaleństw na śniegu. Nie są białe? Zawsze można wybrać się na rodzinny spacer.

Można zaproponować rodzinie wspólne oglądanie bożonarodzeniowych szopek, z których słynie nie tylko Kraków. Ja polecam niesamowitą, ruchomą szopkę w kościele Ojców Bernardynów w Zakopanym, która „szopką” jest tylko z nazwy. Tak naprawdę, to całe miasteczko, z niezliczonymi elementami. Całkiem inny rodzaj szopki znajduje się co roku w Sanktuarium Matki Boskiej Fatimskiej na Krzeptówkach.Ta szopka zachwyca z kolei realistycznością i wielkością figur. Wy zapewne znacie także inne, warte zobaczenia szopki w Waszych okolicach.

Fot. Szopka w Sanktuarium Matki Boskiej Fatimskiej na Krzeptówkach w Zakopanym

TRADYCJA i PRACA WŁASNYCH RĄK

Szopki to tradycja. Ale tych tradycji, nie tylko związanych ze świętami, jest znacznie więcej. Małopolska jest regionem niezwykle bogatym kulturowo. Czerpmy z tego! W czasach kiedy niemal wszystko można kupić, coraz mniej rzeczy nas cieszy. Szarzejemy w nazbyt kolorowym świecie. Przytłaczają nas bodźce, kolejne promocje w marketach, nowe modele sprzętów i gadżetów, które dosłownie za chwilę będą już passé.

Pamiętacie święta z Waszego dzieciństwa? Pamiętacie smak barszczu wigilijnego, który robiła Wasza babcia? Żaden gotowy barszcz ze słoika nigdy nie będzie się do niego umywał.
Nie chcę Was namawiać do tego, by nagle rzucić się w wir gotowania domowych potraw. Sama, przyznaję, nie lubię gotować. Ale może warto zrobić jedną czy dwie domowe potrawy, których smak pozostanie w naszej pamięci na długo, zamiast kupować dziesiątki gotowych produktów, których nawet nie będziemy w stanie zjeść?

Wykorzystujmy nasze talenty, inspirujmy się tradycją, przygotujmy sami prezenty dla bliskich. Mówicie, że nie umiecie? Nie wierzę Wam! Każdy ma jakieś zdolności! Robicie piękne zdjęcia?
Oprawcie i podarujcie bliskim lub stwórzcie z nich foto-kalendarz. Rysujecie? Szyjecie? Piszecie? Śpiewacie? Pomyślcie, co lubicie i umiecie robić, a potem wykorzystajcie to w stworzeniu unikalnego prezentu.

Wykonajcie własne dekoracje, zamiast kupować kolejne bezwartościowe świecidełko. To także świetna okazja do spędzenia czasu z dziećmi i wspierania ich kreatywnego rozwoju.
I zapewniam Was, że ozdoby, które zrobicie będą piękne! Dużo piękniejsze niż te, które migają do Was ze sklepowych półek. Bo będą Wasze! Bo będą nie tylko ozdobami. Będą Waszym dziełem, Waszym czasem, Waszą pracą i Waszą tradycją.

I życzę Wam, by te święta były Wasze! Żebyście nie pozwolili okraść się z nich wszystkim tym połyskującym dekoracjom i plastikowym prezentom, wędlinom, czekoladkom, kolorowym papierom i głosom z telewizora. W te święta postawmy na nieprzemijające wartości, niech te święta będą skromniejsze, a przez to bogatsze – bo pełne prawdziwego bogactwa naszych serc!



Duch świąt utknął w korku

www.matkanaszczycie.blogspot.com

Katarzyna Targosz